Wystawa w 6×7 Leica Gallery Warszawa
Wernisaż: 01.08 (czwartek), godz. 19:00
Wystawa: 01.08 – 15.09.2019
Spotkanie z autorem (finisaż): 12.09 (czwartek), godz.18.30, prowadzenie Joanna Kinowska

Wiek XX nie był dla Iranu łaskawy, wiek XXI nie zaczął się wcale lepiej, pozycja na amerykańskiej liście państw „osi zła” nie wróżyła żadnej „normalności”. Zanim zniesiono sankcje i trafili tam turyści, Patryk Bułhak starannie omijał najsłynniejsze miejsca. W swojej pracy opowiada o życiu codziennym i zwykłych ludziach, których spotkał w Iranie. Rozmawia z nimi, daje sobie czas na porozumienie z bohaterami, na zrozumienie ich historii. Na przykład na wyspie Hormoz w Zatoce Perskiej przed obiektywem stanęły kobiety Bandari. Zanim doszło do sesji, odbyła się narada czy mogą zostać sfotografowane. Bandari zakrywają twarze maskami z metalu, pokrytymi kolorowymi materiałami. W górach Zagros spotkał pasterzy i ich rodziny. Rozmawiają za pomocą gestów, piją herbatę. Ze swoimi rówieśnikami z Teheranu pojechał oglądać świt na Hormoz. Potem trafił na imprezę, domówkę do Esfahanu. Zwykli ludzie, w różnych miejscach jednego kraju. Bułhak jeździ i obserwuje.

Zdjecie: Patryk Bułhak „Zamknięte”

Dowiaduje się, że chociaż do Iranu mogą przyjechać obcokrajowcy, to Irańczycy nie dostają paszportów. Granice pozostają dla nich zamknięte. Ta informacja bardzo zaważyła na obserwacjach Bułhaka. Owa irańska codzienność, a przede wszystkim „normalność” i wolność, stały się nagle iluzoryczne. Bezdroża prowadzą zawsze dokądś w granicach kraju. Horyzont zrobił się ciasny i zamknięty.

Zdjecie: Patryk Bułhak „Zamknięte”

Po co tam jedziesz?

Bez tematu, bez celu? Jedzie się tam dla siebie. Cel mam ze sobą. Sprawdzam gdzie się odnajdę, gdzie spotkam ludzi, kiedy zaczną mówić, kiedy poczuję.

A zdjęcia? Bez projektu, bez fixera?

Destynacje wybieram starannie, resztę zostawiam naturalnemu biegowi. Nie jeżdżę na wydarzenia. Nie łudzę się też, że mogę opowiedzieć jakąś nową czy niezwykłą prawdę o samym kraju, o nacjach. Mogę za to spojrzeć komuś w oczy. Mogę mieć chwile.

Jak się porozumiewasz?

W mieście udaje się po angielsku, tam zawsze znajdzie się ktoś, kto rozumie. Ale najważniejsza jest energia, spokój i otwartość, z uszanowaniem przestrzeni drugiego człowieka. No i są gesty, i są oczy.

Dużo patrzenia w oczy?

Jak najwięcej, tak żeby zobaczyć. I żeby wiedzieli, że jestem ciekawy, tak ludzko ciekawy, że nie zrobię im krzywdy. Nie ma lepszego języka, tak uniwersalnego. Staram się też patrzeć w oczy naturze, ona mówi wiele o miejscu, w którym jestem.

Różne języki, tak bardzo różni ludzie?

Tacy sami i kompletnie inni. Czasem tacy jak sąsiedzi. A czasem mam wrażenie, jakbyśmy urodzili się na innych planetach. Co innego można, co innego wypada, inne są problemy, potrzeby i marzenia. Jestem w gościach, wchodzę z poszanowaniem, wszystko jest dla mnie ważne. Czasem jest momentalny flow, a innym razem wielogodzinne rozmowy o tym, czy mogę zrobić zdjęcie i po co.

Dużo kilometrów?

Nie chodzi nigdy o liczby, a o docieranie od A do B. Coś może się zdarzyć za
rogiem, w sąsiednim mieszkaniu, albo i setki kilometrów dalej. Tylko te kilometry liczone są wg innego wzoru, trzeba je mierzyć czasem i przeliczać na dni – dwa dni drogi, tydzień, miesiąc. I jesteś.

Dlaczego „zamknięte”?

My wjeżdżamy i wyjeżdżamy. Oni nie. Są otwarci, ciekawi, ale mogą poruszać się tylko w granicach, które ktoś wyznaczył. No i w wyobraźni, i w tym, co przywiozą ze sobą ci z zewnątrz, w opowieściach, w spojrzeniach. Trochę tak jak kiedyś u nas…

Zdjecie: Patryk Bułhak „Zamknięte”

Patryk Bułhak (1977) – fotograf i podróżnik, mieszka i pracuje w Warszawie.Ukończył warszawską Akademię Fotografii. W swojej pracy głównie skupia
się na postawie człowieka, ukazując go w kontekście skomplikowanych relacji społeczno- kulturowych. W 2016 roku został laureatem konkursu DEBUTS organizowanego przez doc! photo magazine, dla utalentowanych wschodzących fotografów. Fotografie z jego najnowszego projektu pokazywane były m.in. w Luisa Catucci Gallery w Berlinie i na wystawach pokonkursowych.